piątek, 28 sierpnia 2015


Siedzieliśmy  blisko siebie na jakiejś trawie, daleko od cywilizacji. Z boku stały rowery. Powolutku robił się szary, spokojny wieczór. Sierpniowe dni były coraz krótsze, noce zimne, a poranki mgliste. Drogą, na której siedzieliśmy nikt nie jeździł, nikt nie chodził. Zbliżała się godzina 21:00, nawet nie mieliśmy o czym rozmawiać, to był koniec wakacji, czasu, którego spędzaliśmy prawie ciągle razem. Koniec z ogniskami, nocnymi spacerami, wycieczkami rowerowymi, wypadami nad zalew, wracaniem do domu nad ranem, patrzeniem w spadające gwiazdy. Za kilka dni mieliśmy wrócić do szkoły. On do zupełnie innej, ja też. Mogliśmy sobie szczerze powiedzieć, że te dwa miesiące to do tej pory był najlepszy czas w naszym życiu.
Spojrzałam na niego, był nadal zapatrzony w przestrzeń przed nami, ale chwilę później automatycznie spojrzał się również na mnie, uśmiechnął i przytulił. Nie wiem nawet jakim cudem znaleźliśmy się w miejscu, w którym siedzieliśmy, nigdy wcześniej tu nie byłam, ale podobało mi się. Najważniejsze,. że byliśmy sami, nikt nam nie przeszkadzał, nikt się nie gapił. Sami w środku lasu.
-Pamiętasz jak mówiłam, że moje sny się spełniają?- zapytałam.
-Pamiętam, co Ci się śniło tym razem? -roześmiał się.
-Ty, raczej ja i Ty, razem.
-Byliśmy...-nie dokończył.
-Mieliśmy ok. dwadzieścia lat- uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy o tym jak by było gdybyśmy jednak byli razem trochę dłużej niż przeciętny związek. Mówiliśmy o przyszłości. Byliśmy razem sześć miesięcy, a coś takiego do tej pory nam się nie przytrafiło. Była to ciągle rozmowa 'na później". Bo jednak kilka miesięcy związku to trochę za krótko na myślenie o tym, że kiedyś będziemy małżeństwem z dwójką dzieci. Życie pisze swój własny scenariusz i my raczej nie mamy na niego wpływu. Znowu zamilkliśmy. Przy nim czułam coś czego nie czułam przy żadnej innej osobie. Wiedziałam, że mogę z nim pogadać na każdy temat, ufałam mu. Tym razem jednak nie było nic czym się przejmowałam. Po prostu spędzaliśmy ostatnie kilka pięknych dni najlepiej jak tylko potrafiliśmy. On był dla mnie, ja dla niego. Czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie, było magicznie. W głowie leciała mi szybka, wakacyjna piosenka, która w stu procentach kojarzyła mi się właśnie z nim. Usiadłam mu na kolanach i pocałowałam. Czułam mocny zapach jego perfum, uwielbiałam to. Znów się do niego przytuliłam. Siedzieliśmy tak kilka minut. Teraz było już zupełnie ciemno, ale nie miałam ochoty się nawet stąd ruszyć. Mogłam tak do rana i jeszcze dłużej..


BURN
KLAUDIA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz