sobota, 17 września 2016

Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek tu zajrzę, a co dopiero, że będę pisać..Z nudów chciałam sprawdzić co się tutaj dzieje, poczytać stare posty itd. I nagle trafiam na post Kasi, opisujący gimnazjum, wspomnienia, ludzi z którymi spędziłam pół życia, bo z niektórymi znałam się 10 lat. Z jednej strony cholernie nienawidziłam tej budy, na sam widok robiło mi się niedobrze, stosowałam różne wymówki żeby tam nie iść. Wtedy myślałam, że gimnazjum to najgorsze co mogło mnie spotkać.
Mamy wrzesień 2016 roku, uczę się w technikum na kierunku technik eksploatacji portów i terminali. Nowa szkoła jest okej, mam naprawdę wspaniałą klasę, świetnych nauczycieli, ktorzy potrafią mnie zainteresować swoim przedmiotem. Ogólnie to nie ma co narzekać. Nie miałam do tej pory głębszych rozkmin i nie myślałam o gimnazjum, ponieważ wrzesień jest dosyć zabiegany. Zanim się obejrzałam, połowa miesiąca minęła. Wakacje też były dość pracowite, ciągle coś się działo, przez myśl mi nie przeleciało, że mogę tęsknić za gimnazjum. Tak, otwarcie przyznaję się, że chętnie wróciłabym tam i powtórzyła ostatnią klasą, jeszcze raz, z tymi samymi ludźmi. Uświadomiłam sobie właśnie, że najlepsze lata do tej pory w moim życiu właśnie minęły. Ostatnia klasa to była świadomość, że to już koniec, że za kilka miesięcy się pożegnamy, każde pójdzie w swoją stronę. Wszystko co tam się wydarzyło zostawiło jakiś ślad w moim sercu :) przygotowania do balu, zajęcia dodatkowe z języka, na które nie chcieliśmy chodzić, a co do czego, 18 osób siedziało i przez półtorej godziny płakało ze śmiechu, spisywanie 20 zadań w ciągu 10-minutowej przerwy w jednej kabinie w 7 osób, przyjaźnie z osobami, którym teraz mówimy tylko cześć.
Jestem realistką. To co było już nie wróci, nigdy, ale wspomnień, które stamtąd wyniosłam, nie zabierze mi nikt. Nigdzie nie będzie już tak jak tam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz